Menu

Odporność na wiedzę

Powiedzenie mojego ojca. Do dziś pamiętam, że gdy zdarzyło mi się coś durnego zrobić zawsze pojawiał się ten tekst. Jakie to było irytujące…wtedy…Teraz z rozbawianiem (czasem wkurzona sama na siebie – czyli już na pewno nie rozbawiona) mówię tak w różnych sytuacjach.

W ciągu ostatnich kilku tygodni udało mi się powiedzieć tak wielokrotnie (czytałam w „bardzo mądrej książce”, że kobietom w moim stanie zdarzają się zaniki pamięci krótkotrwałej).

Dziś zapomniałam, przed wyjściem z domu, schować ciastek – pies je zjadł. Wcześniej nie schowałam ciasta (dawno tak nie płakałam) 😀

Dobrze wiem, że malowania paznokci nie zostawia się na ostatnią chwilę przed wyjściem. Mimo to, prawie zawsze, paznokcie mam „dotknięte” albo ubrudzone spodnie.

Kiedyś też (bardzo dobrze pamiętam, że kiedyś) postanowiłam nie odwiedzać osiedlowych sklepów w godzinach porannych.

Zamieszkuję na osiedlu gdzie średnia wieku to chyba 90…Wszystkie autobusy, którymi można do mnie dojechać, są wiecznie po brzegi wypełnione „geriawitami”. Żeby w takowym autobusie usiąść trzeba jechać od pętli i udawać śpiącego albo pijanego. Na moje wielkie nieszczęście takowy „dom starców” spotykany jest też w sklepach.  W kolejce po mięso (z resztą w każdej kolejce) stoi się porównywalnie długo jak czeka na mieszkanie na początku lat 90tych. Odkąd tu mieszkam, wielokrotnie spotykam się z przeróżnymi sytuacjami z udziałem osób starszych (czyt. „chrupków”). Nie wrzucam wszystkich do jednego wora, ale najogólniej w świecie drażnią mnie babcie, które nie maja siły stać w autobusie ale w tym wspomnianym mięsnym kupują półroczne zapasy karkówki i salcesonu i te właśnie zapasy taszczą do domu. Na przystanku, przypadkowo napotkanej osobie, opowiadają historię swych niezliczonych chorób ale gdy drzwi komunikacji miejskiej staną otworem, niczym sarenka, żwawo, babeczka z laską wskakuje po stopniach, sokolim okiem omiata wnętrze autobusu i z prędkością światła spoczywa na siedzeniu (zazwyczaj w okolicy drzwi – żeby zdążyła wysiąść – bo kierowca to chyba na siłę pasażerów wozi, wsiąść to każdy głupi umie…wysiąść…nie…). Komunikacji miejskiej unikam ile tylko się da. Robi się coraz cieplej także spacerki będą i wskazane i przyjemne 🙂hqdefault

Sklepów nie uniknę…z resztą nie zamierzam. Dzięki temu jestem świadkiem bezczelności w postaci „ja stałam za tym panem”. Odkąd jestem na zwolnieniu i dzięki temu mam więcej czasu to także wcześniej wstaję. Dawniej na zakupy zwykle wybierałam się popołudniu, teraz przeważają niestety poranki. Dlatego niestety, bo nie przepadam za przepychankami. Naprawdę czasem skupisko beretów przy regałach może wprowadzić w błąd, że coś rozdają za darmo. Kiedyś miałam chęć przygotować na obiad rybę, z której zrezygnowałam bo znudziło mnie czekanie aż grupka emerytów „przewali” w lodówce wszystkie możliwe filety mintaja. Jak wspomniałam przepychanek nie lubię także zadowoliłam się mielonymi i co mnie obchodzi, że piątek był.  Do tego dochodzi moje przewrażliwienie albo istnieje typ człowieka na zakupach, który uwielbia się ocierać. Choćby nie wiadomo ile miejsca do przejścia było to i tak nie obejdzie się bez kontaktu (w najlepszym przypadku) ramię-ramię. Przepychanie się w kolejce jakby zakupy robiło się na czas i kto będzie stał najkrócej ten otrzymuje wspaniały bonus (mniejsza o formę). Nienawidzę gdy osoba sąsiadująca w kolejce przekłada moje zakupy na taśmie. Jakbym tylko czekała żeby babie podrzucić jakiś towar (niech zapłaci) a później go jakoś podprowadzić???? eee???? Sytuacja przy kasie, gdy ekspedientka mówi ile jest do zapłacenia a osoba zainteresowana zaczyna dopiero pakować zakupy…zanim skończy…zapyta jeszcze kilka razy o końcówkę („ILE??”), po czym zapłaci (kartą??:P).

Niezależnie od pory dnia w sklepie natrafić można też na panią pracującą „za karę”. Sprzedawczyni oprócz ewentualnego podania towaru i skasowania za niego pieniędzy w jakiś sposób reprezentuje swoje miejsce pracy. Gdy obsługa jest przyjemna to się w takim sklepie zakupy robi przyjemniej. Nie wymagam codziennego pytania „co słychać? jak zdrówko?”, ale chociaż odpowiedzi na moje zwykłe uprzejme „dzień dobry”. Rozumiem, że można nie usłyszeć…ale taka oto musiała słyszeć…albo zobaczyć, bo łypnięciem dała do zrozumienia jak bardzo mile widziana jestem jako klient, bo znowu będzie trzeba się mną (chociaż w małym stopniu) zająć. Pracowałam wiele lat na pocztowym okienku i przez cały ten czas starałam się złamać stereotyp „baby z poczty”. Chyba po troszku się to udało, bo słyszałam bardzo wiele pochwał na temat standardu obsługi. Może dlatego tak mocno mnie irytuje osoba za ladą, spojrzeniem, czasem głębokim westchnieniem oznajmiająca do jakiej katorgi zostaje właśnie zmuszona. Szkoda tylko, że takim zachowaniem sprawia, że zakupy już tak nie cieszą (a przecież jestem zwykłą babą i coś mi się od życia należy).

Wracając do odporności na wiedzę…

Nie nauczyłam się niczego. Dziś znowu po zakupy udałam się rano, odczekałam aż dwie staruszki poplotkują przy pieczywie i zapłaciłam „szczęśliwej” pani za ladą.

Jutro pewnie powtórka.

Najwyraźniej takie akcje mnie jarają 😀

Leave a reply

Your email address will not be published.

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>